Sukces uczennicy klasy VIII naszej szkoły
Katarzyny Szczęsnej
w II Miejskim Konkursie Literacko - plastycznym "Chce się żyć" - dbam o innych
Organizatorem przedsięwzięcia była Szkoła Podstawowa nr 12 im. Stanisława Staszica w Dąbrowie Górniczej. Konkurs był przeznaczony dla uczniów klas IV-VIII szkół podstawowych. Jego temat to szeroko pojęta pomoc i wspieranie potrzebujących.
Konkurs miał formę literacką i plastyczną - uczniowie przygotowywali opowiadanie opatrzone dowolną ilustracją nawiązującą do historii przez siebie opowiedzianej.
Historia ta realizowała temat związany z pozytywnym aspektem bezinteresownej pomocy i empatii jako postawy niezbędnej w funkcjonowaniu społecznym każdego człowieka.
Przygotowanie obu prac wymagało poświęcenia czasu i zaangażowania. Tym większa zasługa uczennicy klasy ósmej Kasi Szczęsnej, która zwyciężyła w kategorii klas starszych.
Zainteresowanych zapraszam do przeczytania zamieszczonej poniżej pracy literackiej Kasi i oglądnięcia jej pracy plastycznej.
Opowiadanie naszej uczennicy:
RKO z „Orkiestrą” w tle
Czasami my, młodzi ludzie zastanawiamy się: „Do czego nam się coś w życiu przyda ?”, „Po co musimy to robić ? Wiecznie narzekamy… Ja miałam też taką sytuację parę lat temu, podczas „wyzwania” Jerzego Owsiaka pod hasłem: „Rekord Guinnessa w jednoczesnym prowadzeniu resuscytacji krążeniowo-oddechowej z WOŚP”. Celem tej inicjatywy było nauczenie szkolnej społeczności udzielania pierwszej pomocy. Teraz jest mi wstyd za moje zachowanie, ale wtedy nie angażowałam się w tę akcję i krzywo spoglądałam na osoby, które dawały z siebie wszystko. Starałam się oszukiwać i przepuszczać innych w kolejce, aby nie musieć podchodzić zbyt często do fantoma i wykonywać RKO. Mówiłam, iż nigdy nie wykorzystam tej umiejętności, że nawet kiedy przytrafi mi się taka sytuacja, to ja poczekam na pogotowie ratunkowe. Brzydziłam się! Nie wierzyłam też, że kilkoma czynnościami możemy uratować komuś życie. Ten sposób myślenia zmienił się, kiedy moja starsza siostra opowiedziała mi historię, która spotkała jej przyjaciółkę…
- Ewelina uratowała życie jakiemuś mężczyźnie! – krzyczała na całe gardło Karolina, wpadając do naszego pokoju i niemal mnie taranując.
- Nieprawda! Dajże mi spokój! - odparłam.
- Właśnie, że prawda. Opowiem ci o tym – powiedziała rozentuzjazmowana Karolina. – Ewelina wczesnym popołudniem wyszła ze szkoły i udała się przez park na przystanek autobusowy. Dookoła rosły potężne drzewa. Szła po wydeptanej dróżce, przy której co kilka metrów stały ławeczki. Zobaczyła, że na ziemi leży jakiś mężczyzna i podeszła do niego. Zapomniała w tym momencie o wszystkich ostrzeżeniach mamy! Zapytała go, czy wszystko w porządku, ale kiedy nie odpowiedział, spanikowała. Nie wiedziała, co ma zrobić, bo była tak przestraszona i zdezorientowana. W końcu otrzeźwiała i przypomniała sobie, jak w szkole uczyli się udzielania pierwszej pomocy. Uklękła i sprawdziła, czy oddycha, ale mężczyzna nie dawał znaków życia. Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu jakiejś osoby, ale nikogo nie było. W tym momencie oblał ją zimny pot, bo została całkiem sama z nieprzytomnym mężczyzną. Przemknęło jej przez myśl, że może jeszcze uciec, skoro nikogo nie ma w pobliżu, ale w końcu została. Wyciągnęła telefon, zadzwoniła pod numer 112 i opowiedziała dyspozytorce o zaistniałej sytuacji. Ta obiecała, że ratownicy medyczni będą na miejscu po kilku minutach. Ewelina, którą przecież doskonale znałam, stanęła na wysokości zadania! Zaczęła od 30 ucisków klatki piersiowej… Powtarzała je kilkoma seriami do przyjazdu karetki pogotowia. Ratownicy medyczni podziękowali jej i zabrali mężczyznę do szpitala. Dziewczyna miała świadomość, że być może uratowała człowiekowi życie, ale prosiła moją siostrę, żeby nikomu nie opowiadała o tym zdarzeniu. Jednak, znając ją, wiedziałam, że do wieczora będzie wiedziało już o sprawie pół miasta!
- Nie spodziewałam się, że takie sytuacje zdarzają się naprawdę. Myślałam, iż uczymy się udzielania pierwszej pomocy po nic, że to strata czasu! Chyba się pomyliłam…- powiedziałam zawstydzona.
- Pamiętaj, wszystkiego w życiu uczymy się po coś - pouczyła mnie starsza siostra.
Wtedy po raz pierwszy zainteresowałam się nauką pierwszej pomocy. Kupiłam nawet potrzebną literaturę, nie mówiąc już o tym, że zostałam wolontariuszką WOŚP. Przygotowałam się do konkursu wiedzy z zakresu pierwszej pomocy i wygrałam go. Byłam bardzo z siebie dumna. Moja siostra wtedy pierwszy raz przyznała, że wcale nie jestem, jak to zwykła mówić, rozpieszczonym bachorem. Gdy w szkole był poruszany temat RKO, zawsze angażowałam się w dyskusję i starałam uświadomić innym, że jest to naprawdę ważne.
Musimy angażować się w szerzenie nauki udzielania pierwszej pomocy dlatego, że nie znamy dnia ani godziny, kiedy będziemy zmuszeni wykorzystać tę umiejętność. Myślimy, że w takiej sytuacji zadzwonimy po pogotowie i to wystarczy, ale nie! Każda sekunda jest cenna w ratowaniu ludzkiego życia.
Praca plastyczna:

